TERMIN NAJBLIŻSZEJ AKCJI ODDAWANIA KRWI 12 WRZESNIA 2017

Ciekawostki

Przeciwskazania o oddania krwi

Dyskwalifikacja Stała
(BEZWZGLĘDNE PRZECIWWSKAZANIA DO ODDANIA KRWI):
- choroby układu krążenia,między innymi:- wady serca (poza wadami
wrodzonymi całkowicie wyleczonymi)- choroba niedokrwienna mięśnia
sercowego- stan po zawale- niewydolność krążenia- miażdżyca znacznego stopnia- choroby pochodzenia naczyniowo-mózgowego (np. stan po udarze mózgu)- przewlekłe choroby naczyń obwodowych (choroby tętnic, nawracające zapalenia żył)- choroby zakaźne:- WZW typu B, WZW typu C, wirusowe zapalnie wątroby w wywiadzie- Żółtaczka pokarmowa i każda żółtaczka o niejasnej etiologii- Babeszjoza- Kala Azar (leiszmanioza trzewna)- Trypanosoma Crusi (gorączka
Chagasa)- Promienica- Tularemia- HLTV I/II retrowirus uważany za czynnik wywołujący białaczkę/chłoniak z komórek T u dorosłych – występuje endemicznie w południowej Japonii i basenie Morza Karaibskiego- poważne choroby układu
pokarmowego (w tym schorzenia wątroby), oddechowego, moczowego, nerwowego- poważne choroby skóry (w tym łuszczyca)- choroby układowe np.
kolagenozy- nowotwory złośliwe- choroby krwi i układu krwiotwórczego, zaburzenia krzepnięcia w wywiadzie- choroby metaboliczne i układu endokrynnego np. cukrzyca, choroby tarczycy, nadnerczy itp.- nosicielstwo wirusa HIV oraz
zespół nabytego upośledzenia odporności (AIDS)- przynależność do grup, które
ze względu na swoje zachowania seksualne są szczególnie narażone na zakażenie poważnymi chorobami, mogącymi przenosić się drogą krwi w tym:- narkomani- osoby uprawiające prostytucję- osoby często zmieniające partnerów seksualnych- osoby mające partnerów seksualnych z wyżej wymienionych grup- lekozależność, alkoholizm- choroba Creutzfeldta-Jakoba (CJD) u osoby lub w rodzinie- przebycie przeszczepu rogówki, opony twardej, leczenie w latach 1958-1986 hormonem wzrostu uzyskanym z ludzkich przysadek- przebywanie w okresie od 01.01.1980 r. do 31.12.1996 r. łącznie przez 6 m-cy lub dłużej w Wielkiej Brytanii, Francji, Irlandii- przebycie malarii (chyba, że badania immunologiczne lub metodami biologii molekularnej dają wyniki negatywne)- zaburzenia psychiczne i
zaburzenia zachowania spowodowane używaniem subst. psychotropowych.

Dyskwalifikacja czasowa- okres miesiączkowania i do 3 dni po zakończeniu- 7 dni po zabiegu usunięcia zęba, leczeniu przewodowym i innych drobnych zabiegach chirurgicznych- do następnego dnia po leczeniu zęba i wizycie u higienistki
stomatologicznej- 6 miesięcy w przypadku większych operacji i innych zabiegów medycznych wykonywanych sprzętem wielokrotnego użytku i przebiegających z naruszeniem skóry lub błon śluzowych- 6 miesięcy po wykonaniu tatuażu, akupunktury, zakładaniu kolczyków, itp.- 6 miesięcy od zabiegu endoskopii- 6 miesięcy od zabiegu: gastroskopii (wziernikowanie żołądka), bronchoskopii (wziernikowanie drzewa oskrzelowego), rektoskopii (wziernikowanie odbytu)- czas do pełnego wyleczenia w przypadku ostrych chorób: (np.: układu pokarmowego, moczowego, oddechowego)- okres, gdy wartość ciśnienia
tętniczego nie mieści się w granicach 90/60 – 180/100 mm Hg- 2 lata po wyleczeniu gruźlicy i otrzymaniu od lekarza ftyzjatry zaświadczenia o wyleczeniu- choroby zapalne i uczuleniowe skóry, ostre stany uczuleniowe i okres odczulania, zaostrzenie przewlekłej choroby alergicznej- 1 rok od zakończenia leczenia
na rzeżączkę- 6 miesięcy od powrotu z krajów o wysokiej zachorowalności na AIDS (Afryka Środkowa i Zachodnia, Tajlandia)- 6 miesięcy od powrotu z rejonów, gdzie endemicznie występują choroby tropikalne i malaria (jeśli nie wystąpiły w tym okresie objawy choroby)- 2 lata od potwierdzonego wyleczenia Brucelozy i gorączki Q- 2 lata po przebyciu gorączki reumatycznej, jeśli nie wystąpiła przewlekła choroba serca- 6 miesięcy od całkowitego wyleczenia z toksoplazmozy- 6 miesięcy od wyleczenia mononukleozy zakaźnej- nietypowe zmiany skórne
powodują dyskwalifikację do czasu wyjaśnienia ich przyczyny- ciąża i okres karmienia piersią oraz- 9 miesięcy po porodzie- 6 tygodni po poronieniu- 6 miesięcy po przetoczeniu krwi i jej składników- 6 miesięcy po przeszczepie
ludzkich komórek i tkanek- co najmniej 2 tygodnie po przebyciu choroby zakaźnej i uzyskaniu prawidłowych wyników badań klinicznych i laboratoryjnych- 2 tygodnie po przebyciu grypy, zakażenia grypopochodnego i gorączce powyżej 38oC- 2 tygodnie po zaprzestaniu przyjmowania antybiotyków- kontakt z chorobami zakaźnymi dyskwalifikuje na czas równy inkubacji danej choroby (zwykle 4 tygodnie)- bliski kontakt w warunkach domowych z chorym na wirusowe zapalenie wątroby dyskwalifikuje na okres 6 miesięcy- okres pozbawienia wolności i
6 miesięcy po odbytej karze więzieniaPo szczepieniach:- 4 tygodnie od szczepienia
szczepionkami z osłabionymi bakteriami i wirusami przeciw BCG, odrze, różyczce, żółtej febrze, nagminnemu zapaleniu ślinianek przyusznych, nagminnemu porażeniu dziecięcemu, durowi brzusznemu, cholerze- 48 godzin od szczepienia
szczepionkami z zabitymi bakteriami, riketsjami, wirusami przeciw cholerze, durowi brzusznemu, krztuścowi, durowi plamistemu, porażeniu dziecięcemu- 48 godzin od szczepienia przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby typu A lub B (bez kontaktu z chorobą)- 3 miesiące po biernym uodparnianiu surowicami odzwierzęcymi- 48 godzin od przyjęcia anatoksyny błonicowej i tężcowej- 48 godzin od przyjęcia szczepionki przeciw wściekliźnie i kleszczowemu zapaleniu mózgu, a 1 rok od kontaktu z tymi chorobamiOkres przyjmowania leków z
wyjątkiem witamin, doustnych leków antykoncepcyjnych oraz leków hormonalnych stosowanych w okresie menopauzy, w przypadku innych leków należy uzyskać zgodę lekarza (np. zażywanie aspiryny dyskwalifikuje przez 3 dni od ostatniego zażycia).Wystąpienie objawów sugerujących chorobę AIDS takich jak:- przewlekłe powiększenie węzłów chłonnych (zwłaszcza szyjnych, karkowych, nadobojczykowych i pachowych)- nocne poty- gorączka o niewyjaśnionej
przyczynie- niewyjaśniona utrata wagi ciała- przewlekła biegunka

Informacja o chorobach zakaźnych dla krwiodawców

Twoja krew zostanie zbadana, aby stwierdzić, czy nie jesteś zakażony/a kiłą,
AIDS, żółtaczką zakaźną B lub C. Jeśli test wypadnie dodatnio, nie zostanie
przetoczona. Jednak przy każdej infekcji pomiędzy momentem zakażenia i chwilą,
gdy staje się możliwe wykrycie go drogą badań laboratoryjnych, upływa pewien
czas. W tym okresie w żadnym wypadku nie wolno oddawać krwi, ponieważ może być źródłem zakażenia, chociaż testy laboratoryjne są jeszcze ujemne. Nie oddawaj więc krwi, jeżeli przez ryzykowne kontakty lub zachowania naraziłeś/aś się na niebezpieczeństwo.

Ryzyko stwarzają:

1. Wcześniej
lub aktualnie stosowane narkotyki w postaci zastrzyków.
2. Kontakty seksualne z osobami stosującymi narkotyki w postaci zastrzyków.
3. Kontakty seksualne z wieloma partnerkami/partnerami.
4. Kontakty seksualne z patrnerem/partnerką, których znasz od niedawna.
5. Kontakty seksualne w celu zarobkowym.
6. Kontakty seksualne z osobami, u których testy w kierunku AIDS, kiły lub
żółtaczki zakaźnej B lub C wypadły dodatnio.

Zdajemy sobie
sprawę, że zadając te pytania wkraczamy w Twoją sferę prywatną. Jednak
niewielkie ryzyko przeniesienia zakażenia drogą krwi można dalej zmniejszyć
jedynie wtedy, gdy będąc dawcą dokładnie przemyślisz opisane tu sytuacje i
skrupulatnie odpowiesz na postawione pytania. Twoje dane będą traktowane
poufnie. Przy pozytywnych wynikach badań (wskazujących na infekcję) zostaniesz
o tym poinformowany/a przez lekarza.





·KREW GRUPY 0 - Drapieżny myśliwy

Ludzie z grupą krwi 0 posiadają silną wolęi dużo energii, łatwość nawiązywania kontaktów i nieprawdopodobną siłę przebicia. Co im zagraża? Ze względu na cechy charakteru są bardziej narażeni na wrzody żołądka i jelit. Jednak człowiek z grupą krwi 0 ma największe szansę na dożycie sędziwego wieku, powyżej 75 lat. Są wysportowani, konsekwentni dążący do celu, odważni, ale także autorytatywnych, pewnych siebie, czasem wręcz bezwzględnymi przyzwyczajonych do podejmowania nagłych decyzji. Grupa 0 to dobra krew dla bankiera. Zgodnie z teorią typologii krwi, osoby mające grupę krwi 0 są chodzącymi komputerami, potrafiącymi wręcz przewidywać przyszłość z dostatecznie dużym wyprzedzeniem, co umożliwia im podejmowanie właściwych decyzji w sprawach finansowych.

KREW GRUPY A - Rolnik i wegetarianin

Grupa krwi A pojawiła się ok. 20 tys. lat p.n.e. jako reakcja na nowe warunki środowiskowe. Ludzie, u których w żyłach płynie krew grupy A, są podatni na choroby cywilizacyjne - miażdżycę oraz cukrzycę dlatego powinni dbać o zdrowie już w młodości. Ponad to częściej zapadają na raka żołądka jelit. Ludzie z grupą krwi A są sumienni i obowiązkowi. To także urodzeni perfekcjoniści. Często otwarcie wypowiadają swoje zdanie i nie wstydzą się tego. Gdy dadzą słowo, można na nich polegać. Wraz z grupą krwi otrzymało się też takie cechy charakteru, jak samokontrola i opanowanie.

Typ wrażliwy. Powolna przemiana materii. Osoby z tą grupą krwi dość szybko przybierają na wadze. Nie powinny spożywać potraw mięsnych. Warto zmienić przyzwyczajenia żywieniowe i zdecydować się na wegetarianizm. Warzywa będą twoją bronią w walce z chorobami cywilizacyjnymi. Należy również uważać na mleko! Osoba z grupą krwi A najlepiej czuje się, gdy odpoczywa spokojnie. Warto spróbować rozluźniających ćwiczeń jogi. Jazda na rowerze też nie zaszkodzi.

KREW GRUPY B - Twardy koczownik

Osoby, w żyłach których płynie krew grupy B, to typowi nadwrażliwcy i czuli kochankowie. Najczęściej są to ludzie bardzo spokojni, jednak ich uczucia mogą także eksplodować (zazdrość). Kobiety posiadające tę grupę krwi są nad wyraz impulsywne. Pod względem zdrowotnym posiadacze krwi grupy B znajdują się między grupami krwi 0 i A. Zrównoważone i czujne osoby z grupą krwi B mają bardzo silny,odporny na infekcje układ odpornościowy. Także ryzyko, że zapadną na raka, chorobę serca czy cukrzycę jest u nich bardzo niewielkie.

Ludzie z tą grupą krwi należą do niezwykle wytrzymałych. Mają silny system odpornościowy. Jeśli chodzi o jedzenie, to mogą spożywać w nieograniczonych ilościach mięso, warzywa oraz owoce. Najlepszym odpoczynkiem dla osób z grupą krwi B będzie uprawianie siatkówki, jazdy konnej lub innego sportu wymagającego dużego wysiłku fizycznego. Najlepiej więc odprężą Cię dwie godziny z pędzlem w ręku, muzykowanie albo nawet i robótki ręczne. Nie unikaj jednak sportu. Najlepszy będzie dla ciebie jogging, jazda na rowerze, górskie wspinaczki, tenis, a także joga.

KREW GRUPY AB - Typ współczesny

Osoby z grupę krwi AB są z jednej strony wrażliwe i uczuciowe, z drugiej, zrównoważone i skoncentrowane. Cechuje je charyzma, ale też i powierzchowność. Charakter pracy, którą będziesz wykonywać, ma ogromny wpływ na wzmocnienie lub też osłabienie Twojego wrażliwego organizmu. Ludzie z grupą krwi AB są dobrymi organizatorami.  Ludzie z grupą krwi AB są zagadkowi, posiadają charyzmę i są tajemniczy. Rzadko mają problemy ze zdrowiem. Niestety, owładnięc uczuciami mają bardzo duże trudności z podejmowaniem decyzji. Natomiast w przyjaźni,  miłości, małżeństwie są bezinteresownii prawie idealni: szczęśliwi i zadowoleni tylko wtedy, gdy ich partner też dobrze się czuje.

Warto zainwestować w aerobik, stretching oraz wędrówki wzdłuż morza czy brzegu jeziora. 

W czasie meczu sędzia uratował życie piłkarzowi
Kliknij, aby edytować treść...
W czasie meczu sędzia uratował życie piłkarzowi
Kliknij, aby edytować treść...
Arbiter liniowy spotkania w Klasie A pomiędzy Hutnikiem Huta Dąbrowa (powiat łukowski), a Jatą Żdżary okazał się bohaterem. Tomasz Ogrodnik dzięki swojemu poświęceniu oraz umiejętnościom uratował życie Marcinowi Romańczukowi.
W 79. minucie meczu po zderzeniu w powietrzu dwóch zawodników, Wojciecha Piaseckiego z Marcinem Romańczukiem, drugi z nich upadł na boisko nie podnosząc się. Po chwili przy zawodniku pojawiła się osoba pełniąca funkcję medyczną oraz Tomasz Ogrodnik – sędzia liniowy. Zrządzeniem losu stało się, iż Ogrodnik jest osobą, która zna się na niesieniu pierwszej pomocy.

- Zawodnik nie mógł nic powiedzieć. Nie miał czucia w nogach i z trudnością poruszał palcami u rąk. Kazałem natychmiast wezwać pogotowie, a gracza owinąłem folią termiczną oraz starałem się nawiązać słowny kontakt z zawodnikiem. Poszkodowany nie mógł mówić, więc poprosiłem, żeby odpowiadał na pytania za pomocą mrugnięć oczami. Zadawałem mu podstawowe pytania: jak ma na imię, gdzie jest, czy ma żonę. W pewnym momencie stracił przytomność. Zaczął blednąć, a wokół nosa i ust pojawiło się zasinienie. Sprawdziłem tętno, jego klatka piersiowa nie unosiła się, nie oddychał - mówi Ogrodnik, strażak pochodzący ze Stanina.
Sędzia rozpoczął masaż serca. Po 2-3 seriach czynności życiowe powróciły. Po pół godzinie od wezwania, na miejscu pojawiło się pogotowie i zawodnik gości został zabrany do szpitala. - Do momentu przyjazdu „erki” co dwie minuty zadawałem mu pytania, by mieć przekonanie, że jest wśród nas. Przekazałem informacje lekarzowi i od tej pory był pod opieką fachowej pomocy lekarskiej. Jeszcze na boisku zaczął wymawiać pojedyncze słowa, lecz przychodziło mu to z ogromnym trudem - wspomina Ogrodnik.
Romańczuk do dzisiaj nie wie co się z nim stało. - Nie pamiętam, ale z relacji świadków, wiem, że byłem jedną nogą na innym świecie. Jak się później okazało, doznałem stłuczenia w dolnej części kręgosłupa. Trzy dni po zdarzeniu zostałem wypisany ze szpitala. Będę chciał się spotkać z sędzią, by podziękować mu za uratowanie życia. Wiem, że będę musiał zakończyć przygodę z piłką nożną, ale najważniejsze, że nadal żyję - mówi gracz Jaty.
Na meczu w Hucie Dąbrowa była żona Romańczuka. Magdalena, gdy tylko zobaczyła zdarzenie, zapytała się prezesa klubu, kto doznał urazu. - Nie chciał mi odpowiedzieć. Na boisko wbiegła moja siostra, gdyż musiałam zaopiekować się synkiem Kacperkiem. Gdy wróciła również milczała. Wreszcie sama pobiegłam i omal nie zemdlałam. Przestraszyłam się, zobaczyłam bezwładnie leżącego Marcina, który nie miał czucia w nogach i nie mógł mówić. Kilka dni po zdarzeniu jestem przekonana, że tak musiało być, że właśnie ten sędzia miał jechać na to spotkanie. Gdyby nie on, nie wiem co by się stało, gdyby nie on... - mówiła łamiącym się głosem żona piłkarza, Magdalena.
Romańczukowie przeżyli chwilę grozy. Teraz mogą odetchnąć z ulgą.
Autor: Mateusz Połynka - Dział sportowy
Bohaterem artykułu jest Prezes Stowarzyszenia Honorowych Dawców Krwi Rzeczypospolitej Polskiej.

Kliknij, aby edytować treść...
W czasie meczu sędzia uratował życie piłkarzowi


Arbiter liniowy spotkania w Klasie A pomiędzy Hutnikiem Huta Dąbrowa (powiat łukowski), a Jatą Żdżary okazał się bohaterem. Tomasz Ogrodnik dzięki swojemu poświęceniu oraz umiejętnościom uratował życie Marcinowi Romańczukowi.
W 79. minucie meczu po zderzeniu w powietrzu dwóch zawodników, Wojciecha Piaseckiego z Marcinem Romańczukiem, drugi z nich upadł na boisko nie podnosząc się. Po chwili przy zawodniku pojawiła się osoba pełniąca funkcję medyczną oraz Tomasz Ogrodnik – sędzia liniowy. Zrządzeniem losu stało się, iż Ogrodnik jest osobą, która zna się na niesieniu pierwszej pomocy.
- Zawodnik nie mógł nic powiedzieć. Nie miał czucia w nogach i z trudnością poruszał palcami u rąk. Kazałem natychmiast wezwać pogotowie, a gracza owinąłem folią termiczną oraz starałem się nawiązać słowny kontakt z zawodnikiem. Poszkodowany nie mógł mówić, więc poprosiłem, żeby odpowiadał na pytania za pomocą mrugnięć oczami. Zadawałem mu podstawowe pytania: jak ma na imię, gdzie jest, czy ma żonę. W pewnym momencie stracił przytomność. Zaczął blednąć, a wokół nosa i ust pojawiło się zasinienie. Sprawdziłem tętno, jego klatka piersiowa nie unosiła się, nie oddychał - mówi Ogrodnik, strażak pochodzący ze Stanina.
Sędzia rozpoczął masaż serca. Po 2-3 seriach czynności życiowe powróciły. Po pół godzinie od wezwania, na miejscu pojawiło się pogotowie i zawodnik gości został zabrany do szpitala. - Do momentu przyjazdu „erki” co dwie minuty zadawałem mu pytania, by mieć przekonanie, że jest wśród nas. Przekazałem informacje lekarzowi i od tej pory był pod opieką fachowej pomocy lekarskiej. Jeszcze na boisku zaczął wymawiać pojedyncze słowa, lecz przychodziło mu to z ogromnym trudem - wspomina Ogrodnik.
Romańczuk do dzisiaj nie wie co się z nim stało. - Nie pamiętam, ale z relacji świadków, wiem, że byłem jedną nogą na innym świecie. Jak się później okazało, doznałem stłuczenia w dolnej części kręgosłupa. Trzy dni po zdarzeniu zostałem wypisany ze szpitala. Będę chciał się spotkać z sędzią, by podziękować mu za uratowanie życia. Wiem, że będę musiał zakończyć przygodę z piłką nożną, ale najważniejsze, że nadal żyję - mówi gracz Jaty.
Na meczu w Hucie Dąbrowa była żona Romańczuka. Magdalena, gdy tylko zobaczyła zdarzenie, zapytała się prezesa klubu, kto doznał urazu. - Nie chciał mi odpowiedzieć. Na boisko wbiegła moja siostra, gdyż musiałam zaopiekować się synkiem Kacperkiem. Gdy wróciła również milczała. Wreszcie sama pobiegłam i omal nie zemdlałam. Przestraszyłam się, zobaczyłam bezwładnie leżącego Marcina, który nie miał czucia w nogach i nie mógł mówić. Kilka dni po zdarzeniu jestem przekonana, że tak musiało być, że właśnie ten sędzia miał jechać na to spotkanie. Gdyby nie on, nie wiem co by się stało, gdyby nie on... - mówiła łamiącym się głosem żona piłkarza, Magdalena.
Romańczukowie przeżyli chwilę grozy. Teraz mogą odetchnąć z ulgą.
Autor: Mateusz Połynka - Dział sportowy
Kliknij, aby edytować treść...
W czasie meczu sędzia uratował życie piłkarzowi

Arbiter liniowy spotkania w Klasie A pomiędzy Hutnikiem Huta Dąbrowa (powiat łukowski), a Jatą Żdżary okazał się bohaterem. Tomasz Ogrodnik dzięki swojemu poświęceniu oraz umiejętnościom uratował życie Marcinowi Romańczukowi.
W 79. minucie meczu po zderzeniu w powietrzu dwóch zawodników, Wojciecha Piaseckiego z Marcinem Romańczukiem, drugi z nich upadł na boisko nie podnosząc się. Po chwili przy zawodniku pojawiła się osoba pełniąca funkcję medyczną oraz Tomasz Ogrodnik – sędzia liniowy. Zrządzeniem losu stało się, iż Ogrodnik jest osobą, która zna się na niesieniu pierwszej pomocy.
- Zawodnik nie mógł nic powiedzieć. Nie miał czucia w nogach i z trudnością poruszał palcami u rąk. Kazałem natychmiast wezwać pogotowie, a gracza owinąłem folią termiczną oraz starałem się nawiązać słowny kontakt z zawodnikiem. Poszkodowany nie mógł mówić, więc poprosiłem, żeby odpowiadał na pytania za pomocą mrugnięć oczami. Zadawałem mu podstawowe pytania: jak ma na imię, gdzie jest, czy ma żonę. W pewnym momencie stracił przytomność. Zaczął blednąć, a wokół nosa i ust pojawiło się zasinienie. Sprawdziłem tętno, jego klatka piersiowa nie unosiła się, nie oddychał - mówi Ogrodnik, strażak pochodzący ze Stanina.
Sędzia rozpoczął masaż serca. Po 2-3 seriach czynności życiowe powróciły. Po pół godzinie od wezwania, na miejscu pojawiło się pogotowie i zawodnik gości został zabrany do szpitala. - Do momentu przyjazdu „erki” co dwie minuty zadawałem mu pytania, by mieć przekonanie, że jest wśród nas. Przekazałem informacje lekarzowi i od tej pory był pod opieką fachowej pomocy lekarskiej. Jeszcze na boisku zaczął wymawiać pojedyncze słowa, lecz przychodziło mu to z ogromnym trudem - wspomina Ogrodnik.
Romańczuk do dzisiaj nie wie co się z nim stało. - Nie pamiętam, ale z relacji świadków, wiem, że byłem jedną nogą na innym świecie. Jak się później okazało, doznałem stłuczenia w dolnej części kręgosłupa. Trzy dni po zdarzeniu zostałem wypisany ze szpitala. Będę chciał się spotkać z sędzią, by podziękować mu za uratowanie życia. Wiem, że będę musiał zakończyć przygodę z piłką nożną, ale najważniejsze, że nadal żyję - mówi gracz Jaty.
Na meczu w Hucie Dąbrowa była żona Romańczuka. Magdalena, gdy tylko zobaczyła zdarzenie, zapytała się prezesa klubu, kto doznał urazu. - Nie chciał mi odpowiedzieć. Na boisko wbiegła moja siostra, gdyż musiałam zaopiekować się synkiem Kacperkiem. Gdy wróciła również milczała. Wreszcie sama pobiegłam i omal nie zemdlałam. Przestraszyłam się, zobaczyłam bezwładnie leżącego Marcina, który nie miał czucia w nogach i nie mógł mówić. Kilka dni po zdarzeniu jestem przekonana, że tak musiało być, że właśnie ten sędzia miał jechać na to spotkanie. Gdyby nie on, nie wiem co by się stało, gdyby nie on... - mówiła łamiącym się głosem żona piłkarza, Magdalena.
Romańczukowie przeżyli chwilę grozy. Teraz mogą odetchnąć z ulgą.
Autor: Mateusz Połynka - Dział sportowy
Kliknij, aby edytować treść...
W czasie meczu sędzia uratował życie piłkarzowi


Arbiter liniowy spotkania w Klasie A pomiędzy Hutnikiem Huta Dąbrowa (powiat łukowski), a Jatą Żdżary okazał się bohaterem. Tomasz Ogrodnik dzięki swojemu poświęceniu oraz umiejętnościom uratował życie Marcinowi Romańczukowi.
W 79. minucie meczu po zderzeniu w powietrzu dwóch zawodników, Wojciecha Piaseckiego z Marcinem Romańczukiem, drugi z nich upadł na boisko nie podnosząc się. Po chwili przy zawodniku pojawiła się osoba pełniąca funkcję medyczną oraz Tomasz Ogrodnik – sędzia liniowy. Zrządzeniem losu stało się, iż Ogrodnik jest osobą, która zna się na niesieniu pierwszej pomocy.
- Zawodnik nie mógł nic powiedzieć. Nie miał czucia w nogach i z trudnością poruszał palcami u rąk. Kazałem natychmiast wezwać pogotowie, a gracza owinąłem folią termiczną oraz starałem się nawiązać słowny kontakt z zawodnikiem. Poszkodowany nie mógł mówić, więc poprosiłem, żeby odpowiadał na pytania za pomocą mrugnięć oczami. Zadawałem mu podstawowe pytania: jak ma na imię, gdzie jest, czy ma żonę. W pewnym momencie stracił przytomność. Zaczął blednąć, a wokół nosa i ust pojawiło się zasinienie. Sprawdziłem tętno, jego klatka piersiowa nie unosiła się, nie oddychał - mówi Ogrodnik, strażak pochodzący ze Stanina.
Sędzia rozpoczął masaż serca. Po 2-3 seriach czynności życiowe powróciły. Po pół godzinie od wezwania, na miejscu pojawiło się pogotowie i zawodnik gości został zabrany do szpitala. - Do momentu przyjazdu „erki” co dwie minuty zadawałem mu pytania, by mieć przekonanie, że jest wśród nas. Przekazałem informacje lekarzowi i od tej pory był pod opieką fachowej pomocy lekarskiej. Jeszcze na boisku zaczął wymawiać pojedyncze słowa, lecz przychodziło mu to z ogromnym trudem - wspomina Ogrodnik.
Romańczuk do dzisiaj nie wie co się z nim stało. - Nie pamiętam, ale z relacji świadków, wiem, że byłem jedną nogą na innym świecie. Jak się później okazało, doznałem stłuczenia w dolnej części kręgosłupa. Trzy dni po zdarzeniu zostałem wypisany ze szpitala. Będę chciał się spotkać z sędzią, by podziękować mu za uratowanie życia. Wiem, że będę musiał zakończyć przygodę z piłką nożną, ale najważniejsze, że nadal żyję - mówi gracz Jaty.
Na meczu w Hucie Dąbrowa była żona Romańczuka. Magdalena, gdy tylko zobaczyła zdarzenie, zapytała się prezesa klubu, kto doznał urazu. - Nie chciał mi odpowiedzieć. Na boisko wbiegła moja siostra, gdyż musiałam zaopiekować się synkiem Kacperkiem. Gdy wróciła również milczała. Wreszcie sama pobiegłam i omal nie zemdlałam. Przestraszyłam się, zobaczyłam bezwładnie leżącego Marcina, który nie miał czucia w nogach i nie mógł mówić. Kilka dni po zdarzeniu jestem przekonana, że tak musiało być, że właśnie ten sędzia miał jechać na to spotkanie. Gdyby nie on, nie wiem co by się stało, gdyby nie on... - mówiła łamiącym się głosem żona piłkarza, Magdalena.
Romańczukowie przeżyli chwilę grozy. Teraz mogą odetchnąć z ulgą.
Autor: Mateusz Połynka - Dział sportowy
Kliknij, aby edytować treść...
Arbiter liniowy spotkania w Klasie A pomiędzy Hutnikiem Huta Dąbrowa (powiat łukowski), a Jatą Żdżary okazał się bohaterem. Tomasz Ogrodnik dzięki swojemu poświęceniu oraz umiejętnościom uratował życie Marcinowi Romańczukowi.
W 79. minucie meczu po zderzeniu w powietrzu dwóch zawodników, Wojciecha Piaseckiego z Marcinem Romańczukiem, drugi z nich upadł na boisko nie podnosząc się. Po chwili przy zawodniku pojawiła się osoba pełniąca funkcję medyczną oraz Tomasz Ogrodnik – sędzia liniowy. Zrządzeniem losu stało się, iż Ogrodnik jest osobą, która zna się na niesieniu pierwszej pomocy.
- Zawodnik nie mógł nic powiedzieć. Nie miał czucia w nogach i z trudnością poruszał palcami u rąk. Kazałem natychmiast wezwać pogotowie, a gracza owinąłem folią termiczną oraz starałem się nawiązać słowny kontakt z zawodnikiem. Poszkodowany nie mógł mówić, więc poprosiłem, żeby odpowiadał na pytania za pomocą mrugnięć oczami. Zadawałem mu podstawowe pytania: jak ma na imię, gdzie jest, czy ma żonę. W pewnym momencie stracił przytomność. Zaczął blednąć, a wokół nosa i ust pojawiło się zasinienie. Sprawdziłem tętno, jego klatka piersiowa nie unosiła się, nie oddychał - mówi Ogrodnik, strażak pochodzący ze Stanina.
Sędzia rozpoczął masaż serca. Po 2-3 seriach czynności życiowe powróciły. Po pół godzinie od wezwania, na miejscu pojawiło się pogotowie i zawodnik gości został zabrany do szpitala. - Do momentu przyjazdu „erki” co dwie minuty zadawałem mu pytania, by mieć przekonanie, że jest wśród nas. Przekazałem informacje lekarzowi i od tej pory był pod opieką fachowej pomocy lekarskiej. Jeszcze na boisku zaczął wymawiać pojedyncze słowa, lecz przychodziło mu to z ogromnym trudem - wspomina Ogrodnik.
Romańczuk do dzisiaj nie wie co się z nim stało. - Nie pamiętam, ale z relacji świadków, wiem, że byłem jedną nogą na innym świecie. Jak się później okazało, doznałem stłuczenia w dolnej części kręgosłupa. Trzy dni po zdarzeniu zostałem wypisany ze szpitala. Będę chciał się spotkać z sędzią, by podziękować mu za uratowanie życia. Wiem, że będę musiał zakończyć przygodę z piłką nożną, ale najważniejsze, że nadal żyję - mówi gracz Jaty.
Na meczu w Hucie Dąbrowa była żona Romańczuka. Magdalena, gdy tylko zobaczyła zdarzenie, zapytała się prezesa klubu, kto doznał urazu. - Nie chciał mi odpowiedzieć. Na boisko wbiegła moja siostra, gdyż musiałam zaopiekować się synkiem Kacperkiem. Gdy wróciła również milczała. Wreszcie sama pobiegłam i omal nie zemdlałam. Przestraszyłam się, zobaczyłam bezwładnie leżącego Marcina, który nie miał czucia w nogach i nie mógł mówić. Kilka dni po zdarzeniu jestem przekonana, że tak musiało być, że właśnie ten sędzia miał jechać na to spotkanie. Gdyby nie on, nie wiem co by się stało, gdyby nie on... - mówiła łamiącym się głosem żona piłkarza, Magdalena.
Romańczukowie przeżyli chwilę grozy. Teraz mogą odetchnąć z ulgą.
Autor: Mateusz Połynka - Dział sportowy
Kliknij, aby edytować treść...
W czasie meczu sędzia uratował życie piłkarzowi


Arbiter liniowy spotkania w Klasie A pomiędzy Hutnikiem Huta Dąbrowa (powiat łukowski), a Jatą Żdżary okazał się bohaterem. Tomasz Ogrodnik dzięki swojemu poświęceniu oraz umiejętnościom uratował życie Marcinowi Romańczukowi.
W 79. minucie meczu po zderzeniu w powietrzu dwóch zawodników, Wojciecha Piaseckiego z Marcinem Romańczukiem, drugi z nich upadł na boisko nie podnosząc się. Po chwili przy zawodniku pojawiła się osoba pełniąca funkcję medyczną oraz Tomasz Ogrodnik – sędzia liniowy. Zrządzeniem losu stało się, iż Ogrodnik jest osobą, która zna się na niesieniu pierwszej pomocy.
- Zawodnik nie mógł nic powiedzieć. Nie miał czucia w nogach i z trudnością poruszał palcami u rąk. Kazałem natychmiast wezwać pogotowie, a gracza owinąłem folią termiczną oraz starałem się nawiązać słowny kontakt z zawodnikiem. Poszkodowany nie mógł mówić, więc poprosiłem, żeby odpowiadał na pytania za pomocą mrugnięć oczami. Zadawałem mu podstawowe pytania: jak ma na imię, gdzie jest, czy ma żonę. W pewnym momencie stracił przytomność. Zaczął blednąć, a wokół nosa i ust pojawiło się zasinienie. Sprawdziłem tętno, jego klatka piersiowa nie unosiła się, nie oddychał - mówi Ogrodnik, strażak pochodzący ze Stanina.
Sędzia rozpoczął masaż serca. Po 2-3 seriach czynności życiowe powróciły. Po pół godzinie od wezwania, na miejscu pojawiło się pogotowie i zawodnik gości został zabrany do szpitala. - Do momentu przyjazdu „erki” co dwie minuty zadawałem mu pytania, by mieć przekonanie, że jest wśród nas. Przekazałem informacje lekarzowi i od tej pory był pod opieką fachowej pomocy lekarskiej. Jeszcze na boisku zaczął wymawiać pojedyncze słowa, lecz przychodziło mu to z ogromnym trudem - wspomina Ogrodnik.
Romańczuk do dzisiaj nie wie co się z nim stało. - Nie pamiętam, ale z relacji świadków, wiem, że byłem jedną nogą na innym świecie. Jak się później okazało, doznałem stłuczenia w dolnej części kręgosłupa. Trzy dni po zdarzeniu zostałem wypisany ze szpitala. Będę chciał się spotkać z sędzią, by podziękować mu za uratowanie życia. Wiem, że będę musiał zakończyć przygodę z piłką nożną, ale najważniejsze, że nadal żyję - mówi gracz Jaty.
Na meczu w Hucie Dąbrowa była żona Romańczuka. Magdalena, gdy tylko zobaczyła zdarzenie, zapytała się prezesa klubu, kto doznał urazu. - Nie chciał mi odpowiedzieć. Na boisko wbiegła moja siostra, gdyż musiałam zaopiekować się synkiem Kacperkiem. Gdy wróciła również milczała. Wreszcie sama pobiegłam i omal nie zemdlałam. Przestraszyłam się, zobaczyłam bezwładnie leżącego Marcina, który nie miał czucia w nogach i nie mógł mówić. Kilka dni po zdarzeniu jestem przekonana, że tak musiało być, że właśnie ten sędzia miał jechać na to spotkanie. Gdyby nie on, nie wiem co by się stało, gdyby nie on... - mówiła łamiącym się głosem żona piłkarza, Magdalena.
Romańczukowie przeżyli chwilę grozy. Teraz mogą odetchnąć z ulgą.
Autor: Mateusz Połynka - Dział sportowy
Kliknij, aby edytować treść...
W czasie meczu sędzia uratował życie piłkarzowi

Arbiter liniowy spotkania w Klasie A pomiędzy Hutnikiem Huta Dąbrowa (powiat łukowski), a Jatą Żdżary okazał się bohaterem. Tomasz Ogrodnik dzięki swojemu poświęceniu oraz umiejętnościom uratował życie Marcinowi Romańczukowi.
W 79. minucie meczu po zderzeniu w powietrzu dwóch zawodników, Wojciecha Piaseckiego z Marcinem Romańczukiem, drugi z nich upadł na boisko nie podnosząc się. Po chwili przy zawodniku pojawiła się osoba pełniąca funkcję medyczną oraz Tomasz Ogrodnik – sędzia liniowy. Zrządzeniem losu stało się, iż Ogrodnik jest osobą, która zna się na niesieniu pierwszej pomocy.
- Zawodnik nie mógł nic powiedzieć. Nie miał czucia w nogach i z trudnością poruszał palcami u rąk. Kazałem natychmiast wezwać pogotowie, a gracza owinąłem folią termiczną oraz starałem się nawiązać słowny kontakt z zawodnikiem. Poszkodowany nie mógł mówić, więc poprosiłem, żeby odpowiadał na pytania za pomocą mrugnięć oczami. Zadawałem mu podstawowe pytania: jak ma na imię, gdzie jest, czy ma żonę. W pewnym momencie stracił przytomność. Zaczął blednąć, a wokół nosa i ust pojawiło się zasinienie. Sprawdziłem tętno, jego klatka piersiowa nie unosiła się, nie oddychał - mówi Ogrodnik, strażak pochodzący ze Stanina.
Sędzia rozpoczął masaż serca. Po 2-3 seriach czynności życiowe powróciły. Po pół godzinie od wezwania, na miejscu pojawiło się pogotowie i zawodnik gości został zabrany do szpitala. - Do momentu przyjazdu „erki” co dwie minuty zadawałem mu pytania, by mieć przekonanie, że jest wśród nas. Przekazałem informacje lekarzowi i od tej pory był pod opieką fachowej pomocy lekarskiej. Jeszcze na boisku zaczął wymawiać pojedyncze słowa, lecz przychodziło mu to z ogromnym trudem - wspomina Ogrodnik.
Romańczuk do dzisiaj nie wie co się z nim stało. - Nie pamiętam, ale z relacji świadków, wiem, że byłem jedną nogą na innym świecie. Jak się później okazało, doznałem stłuczenia w dolnej części kręgosłupa. Trzy dni po zdarzeniu zostałem wypisany ze szpitala. Będę chciał się spotkać z sędzią, by podziękować mu za uratowanie życia. Wiem, że będę musiał zakończyć przygodę z piłką nożną, ale najważniejsze, że nadal żyję - mówi gracz Jaty.
Na meczu w Hucie Dąbrowa była żona Romańczuka. Magdalena, gdy tylko zobaczyła zdarzenie, zapytała się prezesa klubu, kto doznał urazu. - Nie chciał mi odpowiedzieć. Na boisko wbiegła moja siostra, gdyż musiałam zaopiekować się synkiem Kacperkiem. Gdy wróciła również milczała. Wreszcie sama pobiegłam i omal nie zemdlałam. Przestraszyłam się, zobaczyłam bezwładnie leżącego Marcina, który nie miał czucia w nogach i nie mógł mówić. Kilka dni po zdarzeniu jestem przekonana, że tak musiało być, że właśnie ten sędzia miał jechać na to spotkanie. Gdyby nie on, nie wiem co by się stało, gdyby nie on... - mówiła łamiącym się głosem żona piłkarza, Magdalena.
Romańczukowie przeżyli chwilę grozy. Teraz mogą odetchnąć z ulgą.
Autor: Mateusz Połynka - Dział sportowy
Kliknij, aby edytować treść...
W czasie meczu sędzia uratował życie piłkarzowi


Arbiter liniowy spotkania w Klasie A pomiędzy Hutnikiem Huta Dąbrowa (powiat łukowski), a Jatą Żdżary okazał się bohaterem. Tomasz Ogrodnik dzięki swojemu poświęceniu oraz umiejętnościom uratował życie Marcinowi Romańczukowi.
W 79. minucie meczu po zderzeniu w powietrzu dwóch zawodników, Wojciecha Piaseckiego z Marcinem Romańczukiem, drugi z nich upadł na boisko nie podnosząc się. Po chwili przy zawodniku pojawiła się osoba pełniąca funkcję medyczną oraz Tomasz Ogrodnik – sędzia liniowy. Zrządzeniem losu stało się, iż Ogrodnik jest osobą, która zna się na niesieniu pierwszej pomocy.
- Zawodnik nie mógł nic powiedzieć. Nie miał czucia w nogach i z trudnością poruszał palcami u rąk. Kazałem natychmiast wezwać pogotowie, a gracza owinąłem folią termiczną oraz starałem się nawiązać słowny kontakt z zawodnikiem. Poszkodowany nie mógł mówić, więc poprosiłem, żeby odpowiadał na pytania za pomocą mrugnięć oczami. Zadawałem mu podstawowe pytania: jak ma na imię, gdzie jest, czy ma żonę. W pewnym momencie stracił przytomność. Zaczął blednąć, a wokół nosa i ust pojawiło się zasinienie. Sprawdziłem tętno, jego klatka piersiowa nie unosiła się, nie oddychał - mówi Ogrodnik, strażak pochodzący ze Stanina.
Sędzia rozpoczął masaż serca. Po 2-3 seriach czynności życiowe powróciły. Po pół godzinie od wezwania, na miejscu pojawiło się pogotowie i zawodnik gości został zabrany do szpitala. - Do momentu przyjazdu „erki” co dwie minuty zadawałem mu pytania, by mieć przekonanie, że jest wśród nas. Przekazałem informacje lekarzowi i od tej pory był pod opieką fachowej pomocy lekarskiej. Jeszcze na boisku zaczął wymawiać pojedyncze słowa, lecz przychodziło mu to z ogromnym trudem - wspomina Ogrodnik.
Romańczuk do dzisiaj nie wie co się z nim stało. - Nie pamiętam, ale z relacji świadków, wiem, że byłem jedną nogą na innym świecie. Jak się później okazało, doznałem stłuczenia w dolnej części kręgosłupa. Trzy dni po zdarzeniu zostałem wypisany ze szpitala. Będę chciał się spotkać z sędzią, by podziękować mu za uratowanie życia. Wiem, że będę musiał zakończyć przygodę z piłką nożną, ale najważniejsze, że nadal żyję - mówi gracz Jaty.
Na meczu w Hucie Dąbrowa była żona Romańczuka. Magdalena, gdy tylko zobaczyła zdarzenie, zapytała się prezesa klubu, kto doznał urazu. - Nie chciał mi odpowiedzieć. Na boisko wbiegła moja siostra, gdyż musiałam zaopiekować się synkiem Kacperkiem. Gdy wróciła również milczała. Wreszcie sama pobiegłam i omal nie zemdlałam. Przestraszyłam się, zobaczyłam bezwładnie leżącego Marcina, który nie miał czucia w nogach i nie mógł mówić. Kilka dni po zdarzeniu jestem przekonana, że tak musiało być, że właśnie ten sędzia miał jechać na to spotkanie. Gdyby nie on, nie wiem co by się stało, gdyby nie on... - mówiła łamiącym się głosem żona piłkarza, Magdalena.
Romańczukowie przeżyli chwilę grozy. Teraz mogą odetchnąć z ulgą.
Autor: Mateusz Połynka - Dział sportowy
Kliknij, aby edytować treść...